to oni mają rację. O mój Boże, Rainie, a jeśli on to zrobił? Co wtedy?

– Zamknij się i porozmawiaj ze mną.

- Termin? - zapytał.
- Nie chcę mieć stałego wstępu - spróbowała jeszcze raz. - Czy tu nie
– Powiedziałam: w tej chwili.
rozwój swoich podopiecznych, może nawet brał udział w ich ślubach, podziwiał
u psychopatów było rzeczą niezwykłą, więc Sanchez okazał się szczurem
W hallu panował zaskakujący porządek. Nigdzie porozrzucanych plecaków ani książek
- Istnieją tańsze metody dobrania się do człowieka niż opłacanie prokuratora
– A reszta? – zdołał wyszeptać.
127
– Schowek woźnego – zawołała Rainie. – Tutaj. Może coś znajdziemy.
Shep?
Została w kuchni, ofiara aresztu domowego. Wyszorowała wszystkie meble na wysoki
kiedy ja i mama byliśmy jeszcze małżeństwem.
sumienia?
zmiany w VAT od 1 listopada 2019

– Nie rób tego. Koniec gierek. Zgodziłem się tu przyjechać, pod warunkiem że mi

Całe ciało przeszył koszmarny ból.
Z niepokojem wpatrywał się w ogrom Pacyfiku. Boże drogi, jak ją znajdą? Zdławił
koło pięćdziesiątki o siwych, nastroszonych włosach i znudzonym wyrazie twarzy, nie
Wizja była tak przerażająca, tak boleśnie rzeczywista, że O1ivia starała się nie zamykać
Zacisnął usta i jechał najszybciej, jak śmiał, mijał samochody osobowe, furgonetki i
szkolenie IOD Warszawa dobiegającym z pobliskiego kościoła.
emeryturze, ćwiczył ze zdwojonym wysiłkiem, rozpaczliwie walczył o odzyskanie dawnej
Płuca O1ivii stanęły w ogniu.
szufelką. – Chcesz pogadać? – Mruknęła pochylona nad szczątkami żarówki. – Niby o czym?
– Jakbyś była wściekła. O co chodzi?
francuski Warszawa – No, dalej, dalej – mruczał pod nosem, mijając policjantów i detektywów.
Stempel pocztowy z południowej Kalifornii nie dawał Bentzowi spokoju, jadąc Bourbon
– No nie, ale myślałem, że może los się do nas uśmiechnie. Że może facet coś spartaczył.
– Najpierw zadzwoniła Lorraine Newell, przyrodnia siostra Jennifer. – Bentzowi rzygać
na policji zaginięcie Rebeki. Może wszystko potoczyłoby się inaczej. Może udałoby się ocalić czyjeś życie. Może nie byłoby tej jatki. Może Caitlyn nie musiałaby cierpieć. Matko Boska, schrzanił sprawę. Gdyby tylko... - Doktor Hunt? - Podeszła do niego pielęgniarka. Gwałtownie podniósł głowę. - Tak. - Pani Bandeaux obudziła się i właśnie przesłuchuje ją policja. Pytała o pana. - Chodźmy. - Adam poczuł niewymowną ulgę. Pielęgniarka nie poruszyła się, patrzyła na niego przenikliwie. - Musi pan wiedzieć, że może pan tam wejść tylko na kilka minut. Lekarz chce, żeby odpoczęła. - Oczywiście. Pielęgniarka uśmiechnęła się. - Pokój 307. Windy są w końcu korytarza, za rogiem. - Dziękuję. - Ruszył prawie biegiem w stronę wind. Nie chciał czekać ani sekundy dłużej. Chciał ją zobaczyć, przekonać się na własne oczy, że przeżyła to piekło. Że naprawdę jest sobą, że rozumie swoją sytuację i że... do diabła, za dużo tego. Nie poczekał na windę, popędził schodami na drugie piętro, przeskakując po dwa stopnie. Okazał się krótkowzrocznym głupcem. Co powie Caitlyn, gdy go zobaczy? Musi powiedzieć jej prawdę. Całą prawdę. Gwałtownie otworzył drzwi na korytarz, skręcił i omal nie wpadł na Reeda. Detektyw kiepsko wyglądał, włosy miał w nieładzie, krawat przekrzywiony, oczy zaczerwienione. Adam wyglądał pewnie tak samo. - Mam nadzieję, że już skończyliście. - Skończyliśmy. Ale chciałem zadać panu jeszcze kilka pytań, żeby wyjaśnić wszystkie wątpliwości. - Dobrze, ale najpierw... - Tak, niech pan do niej idzie. Pójdę kupić kawę w barku, jeśli oczywiście dziennikarze mi pozwolą. Wszyscy rzucili się na tę sprawę. - Potrząsnął zmęczony głową. - Właściwie to interesowali się nią od samego początku. Spotkamy się na dole. - Dobrze. - Adam skinął głową. Caitlyn nie spała. Leżała na plecach, z podłączoną kroplówką. Włosy miała potargane i wyglądała, jakby w ciągu ostatniej doby straciła pięć kilo. Spojrzała na niego uważnie i zobaczył, że jest wściekła jak diabli. - Wiedziałeś - zaatakowała, zanim zdołał się odezwać. - Wiedziałeś o rozdwojeniu jaźni! Nie martw się, żeby wszystko było jasne, jestem teraz Caitlyn, nie Kelly. - Nie wiedziałem. Myślę, że powinienem był się domyślić, ale dowiedziałem się dopiero, gdy znalazłem dyskietkę Rebeki. Miałem ci powiedzieć jak tylko... - Ty draniu! - Wiem, jak się czujesz... - Skąd możesz wiedzieć? Jesteś szalony? - Usłyszała własne słowa i przewróciła oczami. - Nie masz pojęcia, jak się czuję i przez co przeszłam. - Zrobił krok do przodu, ale powstrzymała go spojrzeniem. - A jeśli chodzi o moją terapię, to też udawałeś? Udawałeś? Wiem, że byłeś mężem Rebeki. Nie obchodziłam cię. Chciałeś po prostu odnaleźć swoją żonę i... - Byłą żonę.
Domodi kupiło Allani!

©2019 www.eodem.na-kolor.czeladz.pl - Split Template by One Page Love